🎣 Na Wędkę | Okręg Skierniewice
🏠 Strona główna 📰 Artykuły 🏆 Ranking 📸 Połowy 🎣 Dodaj połów
📰 Porady dla początkujących

Kleń – ryba rzecznych warkoczy

Wiele razy zetknąłem się z artykułami w których autor starał się uczyć technik połowu na podstawie materiałów znalezionych w sieci i na łamach gazet. W zasadzie miało to nawet jakiś sens, gdyż takie streszczenia dawało dużo materiału, który dając dużo czytania wnosiło mało ewidentnych wskazówek do odniesienia sukcesu. Niestety jak wiemy diabełek tkwi w szczegółach i to one potrafią jedynie wnieść coś do sukcesu. Z tym diabełkiem to jak z powiedzeniem: „daj przykład a nie wykład” bo nie ważne ile słów napiszesz ale ile ryb złowisz i wtedy powiesz jak. Tak też postanowiłem zrobić, udać się nad rzekę w określonym celu – „połowić klenie” i później podać – jeśli potwierdzę złowionymi rybkami że wiem o czym będę pisał – kilka porad i kruczków, które pomogą w złowieniu tej ślicznej rybki.
1 maja od godziny 17.00 był to czas, który udało mi się wygospodarować na moje „zadanie specjalne”. Celem była rzeka Bzura w okolicach Sochaczewa, ze względu na fakt iż informacje zebrane od znajomych wskazywały na obecność kleni w tym łowisku. Mogę wiele opisywać ile radości przyniósł mi ten krótki czas nad wodą ale to w chwili obecnej nie o to chodzi. ma to być poradnik i tak postaram się go napisać, a zdjęcia pokażą to jak sprawdzają się moje metody do połowu tych rybek. Oczywiście przepraszam za jakość zdjęć, lecz wieczór i oczywiście aparat w moim ulubionym telefonie nie pozwoliły na zdjęcia dobrej jakości.


A teraz moje porady, które mam nadzieję wniosą jak najwięcej do naszego wędkowania:
– najważniejsze żeby jak najwięcej spędzać nad wodą, nic nie da nam więcej niż każda minuta spędzona na łowieniu lub nawet nad obserwacją wody.
– cisza, cisza i jeszcze raz cisza to pierwsze 3 rzeczy które trzeba zabrać nad wodę łowiąc klenie.
– Kij – ja stosuję paraboliczny – jednak ważne by przy prowadzonym woblerze pokazywał jego pracę na szczytówce, oraz nie wyginał jej zbytnio, gdyż będzie przez to pokazywał oszukane brania poprzez zawirowania prądu.
– Kołowrotek z jak najlepszym hamulcem, tzn. żeby nie zacinał się podczas wyciągania żyłki.
– Ważne ! hamulec kołowrotka ustaw tak, aby po ataku ryba mogła wybrać trochę żyłki. Pełna blokada powoduje że często ryba spada z kotwiczki.
– Do połowu kleni stosuję przeważnie woblerki wielkości od 2 do 4 cm, o agresywnej pracy i wcale nie są bardzo pękate. woblerki te trzeba czuć na kiju nie tylko w prądzie ale również podczas wolnego zwijania kołowrotkiem. Kolory zależne od pory dnia i pory roku. Klenie lubują się w niebieskim wraz z perłą, ale nie gardzą brązem.
– Wypatrywać na wodzie miejsc pojawiania się tych ryb – szczególnie ataków ( będzie to coraz bardziej widoczne w cieplejszych porach roku). bankowymi miejscami są warkocze tworzone przez nurt za różnego rodzaju przeszkodami ( kamienie, konary itd.) oraz miejsca pod zwisającymi gałęziami drzew.
– Niektóre miejsca – np. zwisające gałęzie drzew pod którymi czają się klenie można właśnie obłowić jedynie pływającym woblerkiem, rzucając pod skosem woblerka i pozwalając mu wpłynąć pod gałęzie kontrolując kijem miejsce napływu.
– Metoda z kontrolowanym spływem jest moją najcenniejszą metodą, ponieważ mogę w ten sposób odpuścić woblera na odległość taką jaką chcę. Kontroluję wtedy podniesionym kijem w jakie miejsce ma wpłynąć wobler.
Nigdy nie należy zapomnieć o podmytych brzegach, gdzie utworzona rynienka kryje okazałe klenie czające się w za trawami czy zawirowaniami ze spokojniejszą wodą. Woblerek który wolno prowadzony jest pod prąd obok takich stanowisk prawie zawsze sprowokuje jakąś ładną rybkę.
– Warto obławiać spokojniejsze miejsca obok nurtu, gdyż jest to kolejne bankowe miejsce na klenia.
– Przytrzymuj woblera w nurcie przerywając ściąganie. Często przerwanie skręcania i zatrzymanie pracującego woblera, powoduje natychmiastowy atak. Należy pamiętać żeby była wtedy wyczuwalna praca woblera na kiju.
– Ważne ! kotwiczki mają być bardzo ostre. Kup 4 dobre niż 14 średnich.
To część porad, które powinny każdemu adeptowi sztuki spinningowej pozwolić poczuć waleczność klenia. Jest to niesamowita walka, z częstymi ucieczkami w nurt rzeki i nawet wyskokami. Nie zapominajmy o podbieraku, bo wyciąganie ryby z wody ręką może się skończyć wpiciem kotwiczki w palec. Klenie są bardzo zwinne. Jako przyłów w miejscach typowo kleniowych możemy się często spodziewać bolenia oraz szczupaka.

Pisząc pierwszą część artykułu, miałem pewien niedosyt związany z faktem iż nie udało mi się złowić czegoś co pokazało by, że przedstawione porady mogą przyczynić się do złowienia naprawdę ciekawych rybek. Postanowiłem więc kolejnego dnia tj. 2 maja 2009 wybrać się ponownie w to samo miejsce, z tą różnicą, iż teraz wiedziałem o wodzie o wiele więcej.
Ciepłe popołudnie i wielu spacerowiczów nie bardzo nastrajały do cichych podchodów za płochliwym kleniem. Nie należało dawać jednak za wygraną i potwierdzić fakt, że stosując odpowiednie zasady można połowić w prawie każdych warunkach.
Tutaj również chciałbym podziękować za pomoc w wykonaniu kilku zdjęć napotkanemu wędkarzowi Jarkowi, bo dzięki niemu mam możliwość pokazać jedną ze złowionych ryb wraz z moją skromną osóbką, co będzie dla mnie miłą pamiątką na przyszłość.

Ale do rzeczy. Znając już odcinek wody przed mostkiem, postanowiłem pójść i obłowić drugą jego stronę. Zaczęło się dość skromnie, kilka delikatnych brań przyniosło szczupaczka, kilka małych kleników i o dziwo prawidłowo zahaczoną za 3 groty kotwiczki płotkę. Niestety nie takich atrakcji spodziewałem się tego dnia i postanowiłem dokładnie przyłożyć się do działania. Kolejny rzut sprowadził z prądem woblerka w rynienkę o dość silnym prądzie. Przytrzymując woblera co kilka obrotów korbki, powoli zwijałem stopniowo żyłkę na kołowrotek. Trwało to może minutę gdy po kolejnym kilku centymetrowym podciągnięciu poczułem potężne uderzenie i lej na wodzie. Od razu wiedziałem, że nie jest to mała ryba, ponieważ dobrze ustawiony kołowrotek rytmicznie wysnuł kilka metrów żyłki. Lekko dokręciłem hamulec i rozpoczęła się prawdziwa walka . Po 2-3 minutach ryba przewinęła się pod powierzchnią a ja miałem tylko jedną myśl.. żeby tylko się nie zerwała. Walka przeciągała się coraz dłużej, ponieważ silny prąd nie był zbytnim sprzymierzeńcom w podciągnięciu ryby do podbieraka. Kolejne minuty przyniosły upragniony sukces. Trochę trzęsącymi się rękoma wyjmuje telefon i robię zdjęcia rybce. Walczyła bardzo dzielnie, więc nie chcąc jej dalej męczyć sesję zdjęciową, wypuszczam jak najszybciej. Po tej szkole i hałasie powstałym podczas walki przenoszę się w kolejne miejsce. Kilkadziesiąt rzutów przynosi małego szczupaczka stojącego w samym nurcie oraz 2 mniejsze kleniki. Rozglądam się dookoła starając się przewidzieć miejsca przebywania kolejnych rybek. Jedno z nich jest bardzo ciekawe, mały kawałek spokojnej wody tuz obok płynącego nurtu.

Za drugim rzutem czuję delikatne „kopnięcie” wyciągam woblera i ponawiam natychmiast kolejny rzut. W miejscu puknięcia zatrzymuję woblera , starając utrzymać jego pracę w spokojnym w tym miejscu nurcie. Za chwilkę czuję uderzenie i błyskawiczny odjazd ryby, Niestety nie mam szans na jakąkolwiek reakcję. Ryba spina się po 2-3 metrach ucieczki. Kolejne rzuty nie przynoszą efektu. Idąc dalej zastanawiam się nad tym co to mogła być za sztuka, która tak silnie odjechała w nurt. Kolejne miejsca oprócz kilku delikatnych przytrzymań nie wnoszą nic nowego. Robi się już późno więc zwijam zestaw i wracam do samochodu. W oddali widzę wędkarza, który stojąc w wodzie stara się obrzucać środkowy nurt. To właśnie Jarek, który pomaga mi później zrobić zdjęcia. Nie wytrzymuję, staję prawie równolegle do niego i montuje od nowa zestaw wiążąc do żyłki woblerka. To to samo miejsce, gdzie wcześniej miałem ten silny odjazd. Rzucam spokojnie wzdłuż brzegu i czekam aż wobler spłynie kilka metrów niżej. zaczynam skręcać i gdy przechodzę woblerem obok zastoiska czuje wyraźne uderzenie. Adrenalina rośnie. Kolejny rzut bez efektu. Jeszcze jeden i potężne uderzenie. Kołowrotek gra po całości, kij wygięty w pałąk. Coś krzyczę niby sam do siebie: „ale wielka” ale mając świadomość że Jarek zobaczy co się dzieje. Odwraca się i widzi całą walkę z rybą, no teraz to nawet jak się zerwie będzie wiadomo że takie smoki tutaj są. Walka tym razem nie trwa zbyt długo. Wyciągam rybę na brzeg i jestem naprawdę uradowany. Jarek proponuje mi zrobienie zdjęcia na pamiątkę. Chętnie na to przystaję, kilka zdjęć i do wody … okazy też mają prawo pływać dalej dla uciechy innych. Robi się już całkiem późno. Przemieszczamy się już z Jarkiem to w jedno to w drugie miejsce. Niestety bez większych efektów. Kilka delikatnych pobić i nic więcej. Pora wracać do domu. Do zobaczenia kolejnym razem nad wodą.

Panel admina
Admin